poniedziałek, 9 września 2013

wake me up

Standardowo, przed dzisiejszą nocą w książkach, jestem na haju redbullowym. Uwielbiam to. Tysiące myśli w jednej minucie i zero skupienia. Tak czy owak jest dobrze.

 Pomyślałam, że pewne zmiany, są czasami dla nas bardzo dobre. Warto się nie poddawać i dążyć do czegoś, aby było lepiej, zmieniać to co chcemy i poszerzać swoje horyzonty.  Są ludzie, o których nikt nie pamięta. Nazywacie ich "śmieciami". Upadłe dzieci anioła, które nikogo nie obchodzą. Gdy zaginą nikt ich nie szuka, a przecież czasami to ten, który się ukrywa, chce najbardziej zostać odnalezionym. Takie osoby potrzebują pomocy, a my bezczelnie mijamy je na ulicach, zajmując się innymi przyziemnymi sprawami. To oczywiste, każdy z nas na głowie ma więcej, niż innym mogłoby się zdawać. Kobiety, często będące jeszcze dziećmi, które tak żyją, narażają się na bezpieczeństwo. 90 % ludzi je wykorzystuje, krzywdzi, a później wraca do swoich "szczęśliwych" rodzin, nie ponosząc za to konsekwencji. Często źle kogoś osądzamy, a później nic z tym nie robimy. W związku z zawodem, jaki kiedyś chcę wykonywać, nasuwa mi się wiele pytań. Ile zdołam wytrzymać, jak silną na to wszystko będę miała psychikę. Może wyląduje w wariatkowie, albo strzelę sobie w głowę z bezradności ? Wtedy odpowiadam sobie sama, na zadane pytanie i wiem, że zniosę wszystko co będę musiała, za wszelka cenę zmienię swoje życie tak, żebym nie cierpiała patrząc w lustro.  Czy myślę, że naprawdę będę w stanie dać sprawiedliwość tym, którym zabrano wszystko i czy będę walczyć o kogoś, kto dla całego świata jest anonimowy?  Bardzo bym chciała, naprawdę, chyba mimo wszystko nigdy do końca nie stracę wiary w ludzi.
Media codziennie żywią się tragediami innych ludzi, bo tylko oglądalność i popularność w dzisiejszych czasach daje jakiekolwiek znaczenie. Wszystko jest tak sztuczne, nawet relacje międzyludzkie, że czasami zamiast czystego powietrza, czuć totalne gówno. Na pewno przychodzi czasami taki czas, gdy trzeba po prostu odpuścić. Tego też powoli się uczę i radzę Wam też to zrobić, bo za wszelką cenę, nie zmusimy innego człowieka, do czegoś, czego nie chce.






czwartek, 29 sierpnia 2013

Vision




Życie umyka nam ciągle przez palce, jest pełne wyrzeczeń, kompromisów i sprzecznych uczuć. Mimo, że tak często jesteśmy pewni w stu procentach swoich wyborów, dokonujemy złych, tych które ciągną za sobą niechciane konsekwencje. Obiecałam sobie, że odetnę się od wszystkiego, co skomplikowane, fałszywe. Może nie jest tak łatwo sobie z tym wszystkim poradzić, może czasami brakuje nam nie tego, co trzeba. Jestem pewna, że nie ma w życiu nic ważniejszego, niż życie samemu ze sobą, bez konfliktu. Tylko wtedy jesteśmy szczęśliwi, gdy akceptujemy samych siebie, radzimy sobie z problemami z podniesioną głową. Są momenty, gdy patrzę na siebie w lustrze i chce mi się rzygać na samą myśl popełnionych przeze mnie błędów. To jest problem, z którym boryka się każdy człowiek. Nie potrafimy sami przed sobą przyznawać się do tego, że zrobiliśmy źle. Spieprzyliśmy. Zjebaliśmy. Czasem tego nie widzimy, a najczęściej odpychamy te wszystkie myśli od siebie. Każdy żyje tak jak chce, jak lubi i jak umie. Szkoda jednak, że niektórzy żyją samymi kłamstwami, życiem innych lub zemstą na kimś lub na czymś. Tak naprawdę życie innych jest bez znaczenia, tych których straciliśmy i tych których stracimy, a także tych których nie możemy pozyskać. Tak naprawdę nigdy nie będziemy mieć prawdziwej gwarancji, czy ktoś przy nas będzie, oprócz rodziny. Mogą czasami dać nam popalić, wkurzyć. Możemy nie odzywać się do niej "latami", ale rodzina to nieodłączna część naszego życia, to nasz pewnik, że gdy będzie taka potrzeba - otworzy nam drzwi.

"Dziś cisza ze strony tych których miałem za braci,
Czystka naturalna czas prawdę pokazał,
Dziś u boku ludzi garstka moja prywatna armia.
Choć jest nas niewielu to wiem zawsze jedno,
W przyjaźni drzemie siła i to ma siłę jak legion.
Dziś pierdolę towarzystwa gdzie uśmiech jest gdy dobrze,
A doceniam ludzi szczerych, którzy ze mną nawet w pogrzeb.
Lata znajomości nie świadczą o jakości
Na kogo w życiu trafisz, to już przypadek jak w kości." 

To są jedne ze słów, które moim zdaniem najlepiej opisują relacje między ludźmi. Myślę, że pokazują całą prawdę, musimy to do siebie przyjąć, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

czwartek, 11 lipca 2013

anty tolerancja


Każdy kolejny dzień przynosi nowe wydarzenia i emocje. Tak często myślę o tym, gdzie chciałabym się znaleźć w danej chwili. Ciężko jest odkryć punkt zaczepienia, miejsce w którym będzie nam najlepiej. Zaczniemy oddychać zdrowym powietrzem, poczujemy powiew wiatru, rozłożymy ręce, otworzymy oczy i poczujemy, że to właśnie to... Ja pisząc, myślę o kilku miejscach, w których już byłam, ale także o tych, które chciałabym poznać. Swoboda, spokój, ściągnięcie "maski" to najważniejsze, co w konkretnym miejscu może nas zatrzymać i wzruszyć. Wiem, że ciężko jest odkryć się przed kimś w całości, ujawnić wszystko, także złe strony i trupy w szafie, które trzymamy. Jednak szczera rozmowa, czasem nawet z kimś przypadkowym, może być lekiem na wiele problemów.

Wracając do miejsca na Ziemi, które byłoby naszym azylem... Uważam, że przede wszystkim jest nim umysł człowieka. To tam potrafimy wyimaginować wszystko, co tylko chcemy. Wziąć kilka głębokich wdechów i w ciągu kilku sekund przenieść się do miejsca, którego potrzebujemy. To moja recepta na gorsze dni. Wyobraźnia, która z zapłakanej dziewczyny, potrafi stworzyć kobietę sukcesu, z uśmiechem na twarzy. Wszystkim życzę, żeby właśnie takie obrazy stały się rzeczywistością. Tak pięknie by było, uwolnić swoje marzenia. Niech i one żyją światłem dziennym. Czasem dobrze jest otworzyć umysł, na innych oraz na coś, czego jeszcze się nie doświadczyło.

Każdy człowiek na swój sposób jest wyjątkowy. Nienawidzimy jednych, za to, co inni w nich kochają. Już tak skomplikowanie się poukładało, że każdy jest inny na zewnątrz, ale i wewnątrz. Właśnie to słowo - "inny" przylega do każdego człowieka. Myślę, że powinniśmy się z tym pogodzić.

 Niektórzy traktują ludzi niepełnosprawnych, lub chorych jak by byli gorsi w czymś, od ludzi którzy dostali w życiu "wszystko". Strasznie głupio brzmi to określenie, prawda? Mimo okrzyków, akcji, nauk o tolerancji, wobec drugiego człowieka, wciąż widać jak bardzo boimy się kogoś, kto nie posiada wszystkich zmysłów.

 Smutne jest to, że przykre sytuacje widoczne są, na ulicach każdego dnia. Mówiono, że to dzieci są podłe, wyśmiewając się z innych w szkole, czy na podwórku. Dzieje się tak, ponieważ są zbyt młode i niedoświadczone, nie potrafią zrozumieć wielu rzeczy, konsekwencji swojego postępowania. Dlatego też, zachowują się nierozsądnie, nie zważając na głupoty, obelgi i uczucia drugiego człowieka. 
Dlaczego my, dojrzali i uważający się za mądrych, oczytanych, dorosłych, wciąż zachowujemy się podle? Nie zauważmy, że każdy nosi w sobie ogromne pokłady wartości i cudownych cech, które można polubić i pokochać. Dlaczego nie podejdziemy do kasy, w której obsługuje osoba niesłysząca, przygłucha, czy mająca inny problem, podczas gdy przy innych są kolejki na pół sklepu? Może to strach, a może to obojętność. Mały gest nie kosztuje wiele, a innej osobie może dodać siły do życia, zapewnić uśmiech i ułatwić wiele spraw. Nie wybierajmy zawsze tej prostszej drogi. Łatwiej, nie znaczy lepiej.






poniedziałek, 8 lipca 2013

Re st ar t


Czasem, ogarnia nas to głupie uczucie... Chcemy wyłączyć telefon, ukryć się pod kołdrą i mieć święty spokój, odcinając się od rzeczywistości. Leżąc pod "moją", zawsze odkrywam mnóstwo rzeczy, przemyśleń, wypłakuję wszystko co trzeba, żeby później już wszystko było dobrze.

Tak, zaczynając od marzeń.. Ciągle wyobrażam sobie TO miejsce, w którym wszystko wcale nie jest słodkie i piękne. Uważam jednak, że każdy na swój sposób chciałby żyć w bajce, mieć szczęśliwe zakończenie i drogę usłaną różami. Problem nie jest w samej fabule bajki. Problem jest w ludziach. Jesteśmy zbyt wielkimi kurwami, żebyśmy mogli stworzyć obraz idealnego Świata, uśmiechów i spełnionych marzeń Kopciuszka i Pięknej i Bestii. Zawsze zostaje, tylko Bestia. Za dużo w nas pożądań do nieodpowiednich rzeczy i ludzkiej natury, której nie pokazuje się dzieciom. Kochamy nasze błędy, uwielbiamy spaść czasami na samo dno, obudzić się z ciężką głową i zrobić całkowity reset. Zawsze będziemy próbować tego, co nie jest nam znane. Będziemy doświadczać nowych rzeczy, nawet tych najgorszych, żeby "wiedzieć" wszystko. Jesteśmy ludźmi, kochamy siebie za to, że rządzimy tym Światem i jesteśmy zdolni do wszystkiego.

 Może to moja wina, że utrudniam sobie nawet własne imaginacje i dokonuje wyboru zawsze tej, trudniejszej drogi, ale kocham te wyzwania. Chciałabym w życiu zrobić coś ważnego, wiedzieć że nie będę pracować stereotypowe "8 godzin", tylko będę robić to, do czego czuję powołanie. To dziecinne, wiem. Siedząc teraz w tym położeniu, wydaje się to całkiem nieosiągalne, ale czy tak naprawdę, trzymają nas jakieś granice? Jedyną jest chyba nasz własny opór w głowie, strach, a może lenistwo? Tak wiele można zrobić, żeby w życiu nie stać w miejscu. 

Uświadomiłam sobie także, że pierwsze wrażenie o ludziach, nie jest mylne. To co widzimy na początku, wady i zalety,  zawsze do nas wrócą. Osłonka pęknie, odkryje się oblicze, które przypadkiem na początku, nie było ukrywane. Ludzie zawsze zawodzili innych i dalej będą to robić. Wszystkie te rzeczy zawsze były i zawsze będą, to kwestia przyzwyczajenia i doświadczenia, nabrania umiejętności dobierania osób, z którymi zawsze będzie Ci dobrze.

Wychodzę z założenia, że jak mnie będzie boleć, to dalej będę walczyć, a jeżeli będę zraniona to będę pracować jeszcze ciężej, nad tym, żeby zaczęło tylko boleć.



sobota, 27 kwietnia 2013

być kimś





Znów minęło kilka dobrych tygodni, od kiedy mnie tutaj nie było. Mało się zmieniło :) Dziękuję Wam za kolejne wyświetlenia i takie tam. Za 12 dni, Barcelona. Pięć dni chodzenia z notatnikiem i docieplania umysłu. Cieszę się, że w końcu będę mogła skupić się na tym, co jest ważne tylko dla mnie. 

Zdjęcie z psiakiem, który znów mi się śnił. Zawsze tak samo radosny i kochany. Brakuje mi go bardzo mocno, był jak prawdziwy przyjaciel, od dziecka. Jedyny, niepowtarzalny, zawsze wiedział kiedy się do mnie przytulić. Naprawdę za Tobą tęsknię, Maksiu.

Mówią, że człowiek jest kowalem własnego losu, zawsze odpowiedzialny za swoje czyny i życie. Dostajemy coś na starcie, jedni urodę, inni pieniądze, jeszcze ktoś talent. Zdawać by się mogło, że są tacy, co mają wszystko, naprawdę to wiemy? Dla jednych szczęściem będzie zjedzenie ciepłego posiłku, dla innych kupno kolejnej pary drogich butów. 
Tak właśnie dzisiaj skupiłam się na piosence Kodaline - All I Want, która urzekła mnie strasznie, przede wszystkim teledyskiem. Oczywiście wzorując się na motywie, łatwo można stwierdzić, że jest mnóstwo ludzi, którzy nie chcą być sobą, chcą być kimś zupełnie innym, pragną innego życia, z wielu przyczyn. Chyba każdy wiele razy rzucił słowa, które mówiły że nienawidzi wszystkiego, pracy, rodziny,wyglądu, obecnej chwili. Często ludzie chcą być w innym ciele, w innej sytuacji, w innym miejscu. Każdy chciałby osiągnąć szczyt, swój własny i zamierzony, zrobić coś ważnego, coś o czym będzie mógł pomyśleć przed samą śmiercią. 
Tak samo i ja. Chciałabym napisać książkę, która zostawiłaby w czyimś sercu, kawałek historii, do której chciałby wracać. Książkę, która opowiedziałaby o zwykłych ludziach z niezwykłymi przeżyciami, o kimś kogo może codziennie mijamy. Zawarłaby w sobie chociaż odrobinę Świata, problemów, emocji, ciepła i cierpienia, na które może za mało jesteśmy wyczuleni. Powiedziałaby wszystkim moim bliskim, jak bardzo jestem im wdzięczna. Leżąc na półce skrywałaby w sobie słowa, które tworzą jednolitą całość, wzruszają, wzbudzają uśmiech, wywołują wspomnienia i chęci do walki o uczucia, o bliskich, o siebie. To dla mnie byłoby spełnieniem marzeń. Może właśnie to dla mnie samej oznacza "być kimś", być pisarzem.


środa, 10 kwietnia 2013

tylko to




Zasiadłam znów przed komputerem, z głową pełną myśli i kolejny raz, nie wiedziałam jak zacząć. Wszystko wydawało się banalnie proste. Kartka - słowa. 

Może wybrałam złą chwilę, może złą muzykę, a może po prostu złe powołanie. Zgubiłam się. Śmiesznie to brzmi, ale tak - naprawdę nie wiem na czym stoję. Zostałam sama, z nadziejami i dziwnymi ambicjami, chorymi wyobrażeniami i wkurwiającymi wspomnieniami. Najgorsze jest to, że nie robię z tym nic i tłumaczę się nawet sama przed sobą, nie chcąc uwierzyć w prawdę - zjebałam. Są dni, kiedy budzę się i wiem, że ten dzień jest mój, jest słońce i wszystko czego potrzebuje. Często jednak, otwierając oczy, wiem, że nie ma nic, co motywuje mnie, żeby wstać. 

Minęło sporo czasu, od kiedy czułam to, na czym mi zależy. Wszystko jest tak daleko, tak cholernie wypalone. Coraz więcej problemów, coraz więcej bezsensownych dni. Brak odwagi, żeby cokolwiek zmienić, dalej gniję w tym, co mnie przytłacza, łudząc się kilkoma lepszymi chwilami.

Ostatnio zrozumiałam, jak kruche jest ludzkie życie. Jeden dzień może zmienić wszystko na gorsze, ale te same godziny mogą sprawić, że znów zacznie się układać. Kiedyś bardzo bliska mi osoba, o wiele starsza, powiedziała - że człowiek z każdym dniem godzi się ze swoim losem, przyswaja do siebie, że się starzeje i rozumie wszystko co wokoło niego się dzieje. Dlatego wiem, że przychodząc do tej osoby, sprawiałam jej radość pijąc gorącą czekoladę, którą mi robiła. Pewnie 50 lat temu, cieszyła się jedynie ze swojej miłości, pracy i dzieci nie zwracając uwagi na innych, a 70 lat temu, z tego że ma co zjeść w czasie wojny. Wiem, że teraz ucieszył by ją powrót do domu i sadzenia nowych kwiatów, na które mogłaby patrzeć przez okno. Tak właśnie zmienia się ludzkie życie, wymagania i pragnienia. Każdego dnia, nasz uśmiech zależy od innej sytuacji i rzadko kiedy tak naprawdę doceniamy, to co mamy oraz każdy osiągnięty przez nasz cel.

 Dzisiaj jesteśmy, jutro nas nie ma. Nie mówię tutaj tylko o "śmierci". Także o zmianach. Kiedyś przechodząc przez moje miasto, widziałam same znajome twarze, osoby z którymi łączą mnie wspomnienia, osoby które wnosiły codziennie coś, do mojego życia. Byłam w "centrum" czegoś, czego nie doceniałam. Teraz najczęściej, w ogóle się nie spotykamy, lub udajemy, że się nie znamy, unikając swojego wzroku. Dzisiaj wiem, że to już było, coś co się zmieniło, nie wróci do poprzedniego stanu. Może za bardzo się przyzwyczajam do niektórych rzeczy, ludzi i uczuć, na tyle, że tylko ja nie potrafię się z nich uwolnić i zmienić tego, co jest w mojej głowie.
Tęsknię i żałuję, że w 100 procentach, nie wykorzystałam tego czasu.

Brakuje mi swobody, szczeniackich wygłupów, picia piwa na podwórku i tych chwil, gdy nie wiedziałam co mnie czeka. Czasów, w których myślałam, że gdzieś tam, a właściwie tu, jest wielki świat. I wciąż wracam do swojego domu, bo tylko tam jest mi najlepiej i wciąż patrzę w te okna, na ten sam widok, który jest tak spokojny. Może to właśnie o to chodzi. Szukamy czegoś, gnamy za czymś, a coś co jest najważniejsze jest koło nas? Może niektórzy, naprawdę potrzebują tylko tego. 



środa, 16 stycznia 2013

Przeszłość może być przyszłością


...


To wszystko, co przeżywałam do dwudziestego roku życia, było właściwie początkiem odnajdywania się w różnych rolach, sytuacjach. Krążyłam po wielu nowych "terenach" nie mogąc znaleźć sobie miejsca, w całym Świecie. Działo się tak dlatego, że nie potrafiłam odkryć, nawet własnej drogi, podjąć konkretnej decyzji i dążyć do jakiegokolwiek ustatkowania. Brakowało mi potwierdzenia, w samej sobie, że każdy kolejny krok, ma jakiś sens. Może to wszystko było ukryte? Nie potrafiłabym powiedzieć o sobie, że jestem zwykła i że wszystko przychodzi mi z łatwością.  Nie robiłabym teraz tego, gdybym nie była "wariatką". Odnalazłam swoją drogę po kilku latach, wyjechałam do pięknego dużego miasta X, w kraju Y, gdzie byłam całkiem sama i właśnie to, najbardziej mi odpowiadało. Zaczęłam wszystko od nowa? Tak, to była najlepsza decyzja jaką podjęłam, przynajmniej tak mi się wydawało, do pewnego dnia. Nie wiedziałam, że wtedy dopiero zaczyna się poszukiwanie sedna sensu mojego życia, który wbrew pozorom jest... banalny.

...

Marzenia, priorytety, wspomnienia...



          Listopadowe, zimne popołudnie.  Dookoła panował zmierzch, a latarnie właśnie zaczęły się zapalać. Krople deszczu spływały po ulicach, obijając się o szyby samochodów. Silny wiatr nie dawał utrzymać parasoli. Ludzie biegli, jak zwykle się spiesząc, spoglądali na zegarki i szeptali do siebie pod nosem. Nie zwracali uwagi na wodę pod ich stopami. Wciąż gnali przed siebie… Dom, rodzina, praca, tak zapewne wyglądały ich myśli. Ocierali się o siebie, wyglądając niemal identycznie. Kobiety w czarnych lub szarych płaszczach, mężczyźni w ciepłych zamszowych kożuchach… Tego dnia nie widziałam żadnej różnicy, między mijanymi przeze mnie ludźmi.  Na twarzach, malowały się: pośpiech, zdenerwowanie, rozczulenie…

Między nimi, szłam ja… Młoda, średniego wzrostu krótkowłosa szatynka. Czerwony, rozpięty płaszcz przed kolana, czarne koronkowe rajstopy i bardzo krótka spódnica. Do tego „seksowna” bluzka z dekoltem, wysokie poobdzierane buty. Bez parasola, bez wyrazu twarzy, bez osobowości. Trzymałam torebkę, w której była szminka i czarna kredka do oka. W ręce zgniatałam mokre pieniądze. Miałam ochotę wypuścić je, podeptać i uciec na koniec świata, dosłownie. Idąc około piętnastu minut, zobaczyłam taksówkę. Wsiadłam do niej nie mówiąc słowa.
-Gdzie jedziemy, panienko?



Gdyby kierowca nie zapytał o drogę siedziałabym, patrząc w dudniący bez ustanku deszcz. Mężczyzna później nawet na mnie nie popatrzył. W głośnikach auta słychać było jedną z moich ulubionych melancholijnych piosenek.. W głowie wiła mi się tylko jedna myśl, obraz przed oczami przed długi czas nie chciał zniknąć. Wciąż widziałam jego uśmiech, a uszy płonęły od posłuchu jego głosu… 



Wysiadając zobaczyłam tę samą co zwykle brudną kamienicę, w której mieszkałam od roku. Stare, brązowe drzwi, które zamykała jedynie klekocząca klamka. Ponadto trzy murowane wysokie schodki, które były moją zmorą. Wywracałam się na nich średnio raz dziennie. Weszłam do środka, tułając się dość długo po klatce schodowej, na drugie piętro.  Zamykając za sobą drzwi do mieszkania poczułam jak wszystko ze mnie spływa, wraz z łzami kapiącymi z policzków. Krople rozmytego deszczu powoli zaczęły tworzyć kałużę na marmurowej, zimnej podłodze. Rzuciłam pieniądze, torebkę i płaszcz. Idąc małymi krokami do sypialni, zostawiałam po drodze następne części mojej garderoby. Tym sposobem przed wielkim lustrem wbudowanym w szafę stałam całkiem naga. Jedyne, co miałam na sobie to spływający makijaż. Popatrzyłam przed siebie. Tak bardzo nienawidziłam tego widoku. Dzisiaj moje brązowe oczy zamknęły się same, gdy ujrzałam własne odbicie. Chciałam zniszczyć wszystko dookoła, czułam jak ogarnia mnie furia spowodowana żalem. Jednak całkowicie straciłam siłę, upadając na podłogę nie poczułam nic. Nie znosiłam tego wszystkiego, mojej osobowości i tego, że byłam na dnie.





Jesteś beznadziejna” – wykrztusiłam szeptem do samej siebie. 

         Znów chciałam krzyczeć jak oszalała, lecz wydawało mi się, że straciłam głos. Wstałam z sypialnianej, trzeszczącej i zimnej posadzki. Poszłam pod prysznic mając nadzieję, że zmyję z siebie cały ból.  Ciepła woda, pachnący ręcznik nic nie pomogły. Tak bardzo chciałam położyć się w swoim dużym łóżku i już nigdy się nie obudzić.  Zadzwonił telefon. Dość długo wahałam się przed uniesieniem szarej słuchawki.


-Słucham?
- Dlaczego uciekłaś? – Powiedział pochmurnym, męskim pełnym inspiracji głosem – Nie rozumiem jak mogłaś tak po prostu wyjść, czy coś było nie tak jak tego chciałaś? – Dodał oschle.
- Nie powinno Cię to obchodzić – wykrztusiłam bez zastanowienia.
-Jak to nie powinno obchodzić, gdzie Ty jesteś… Powiedz coś!? 
- Nie będziemy więcej rozmawiać!– Krzyknęłam rzucając w kąt, całym telefonem.

Adrian, bo tak miał na imię owy, dzwoniący do mnie mężczyzna był bardzo przystojny. Wiek określałam na około dwudziestu paru lat.  Posiadał w mieście większość nieruchomości, które z resztą od dawna należały do jego rodziców.  Ojciec chłopaka był cenionym i bezwzględnym biznesmenem, cieszącym się popularnością. W moim dawnym domu, nie raz o takich właśnie mówiono. Wielkie firmy, domy w najpiękniejszych państwach Świata i masa niedokończonych rozpraw sądowych. Adrian…  miał najbardziej tajemnicze, piękne oczy, jakie tylko na świecie widziałam.

wtorek, 15 stycznia 2013

Pilot



Powracam na spokojnie do dawnej muzyki, która skończyła swoje brzmienie w głośniach przed dubstepem. Nie wiem... może to istotne "rycie" głowy, spowodowało że zapuściłam się w jakiejkolwiek twórczości. Przy Jose Gonzalez, Kari Amiriam, czy Kings of Leon, pracuje mi się o wiele lepiej. Trochę tęsknię za czasami, kiedy ważne dla mnie było, odstresowanie się, spędzenie całej nocy na pisaniu książki, przy kolejnych kubkach gorącej kawy. Teraz? Życie nabrało całkowicie innego biegu. Zmiany dopadły także i mnie. Kręcę się wokół własnej osi, zajęta jakimiś sprawami, najczęściej tymi, które nie mają większego znaczenia, dla mojego największego celu. Gdybym tylko mogła, pisałabym więcej, w spokoju i harmonii. Tego pewnie za szybko nie zaznam. Więc nawet mi, musi starczyć namiastka.

...


1. Pilot
        Poczułam ten zapach wilgotnego, ale i gorącego powietrza, które zawsze panowało w tym miejscu. Wiedziałam, że jestem tam, gdzie powinnam. Tutaj marzenia nabierają sensu i znaczenia. Teraz mogę zachłysnąć się tym stanem, który kocham. Policzki znów nabrały czerwieni, język przesuwał się po ustach, a głowa zadzierała się do góry, przy pełnym wdechu powietrza. Siedziałam na trawie, która chyba nigdy nie straci swojej zieleni i widziałam zaróżowione słońce. Mimo chmur zawsze w tym jednym miejscu się pojawia. Wiatr.. tak delikatny. Muska włosy i ubranie. Pragnę więcej i więcej, ale przecież wszystkiego, nie można mieć. Serce bije coraz mocniej. Wspominając, planując i wiedząc, że tak na prawdę, to co chcę osiągnąć jest możliwe. Opierając się o drzewo "włoskiego orzecha" czuję ten zapach, dziecięcych chwil, przyjemności i nieodpowiedzialności. Zapach niegdyś podjętej decyzji o zmianie wszystkiego i usłyszenie pierwszego "przepraszam" od autorytetu. Huśtawka będąca  największym wydarzeniem, rower uczestniczący przy każdej ważnej wycieczce i te świerki, które z roku na rok stają się coraz wyższe. Widok prostej łąki i ogrodu pełnego róż, begonii i innych delikatnych roślin, przypominających z charakteru tę, która zawsze o nie dba.. To jest tak przyjemne dla moich oczu.  Już dawno przewidziałam, że właśnie tego dnia, zjawię się tu na nowo, żeby opowiedzieć tę historię.       
   
      Już w wieku szesnastu lat zrozumiałam, że życie z wiekiem, przynosi zmiany i większe problemy. Jako dziecko ich nie zauważamy, bo przecież "Dzieciństwo jest dobre dlatego, że każdy dzień zaczyna życie na nowo, bez ciężaru dnia wczorajszego." Te czasy, powoli minęły i wprowadziły chaos. Buzowanie hormonów i uczuć zawracały głowę na porządku dziennym, a kłótnie były częstsze niż zawieranie nowych znajomości, chwile beztroski, czy spokojnie spędzone dni. W natłoku spraw, które nagle mnie przerosły, próbowałam dosłownie błądzić, a przy tym się nie gubić. Tak wiem, że jest to kompletny paradoks, lecz wtedy wszystko wydawało się inne. Nie tylko mi. Od początku tego wszystkiego towarzyszyła mi osoba, jedna z tych najważniejszych, która spowodowała, że udało nam się wspólnymi siłami wiele przezwyciężyć. Tak naprawdę zmieniło się wszystko, oprócz tej jednej przyjaźni. Ponadto sądziłam, że od każdej najmniejszej chwili, zależy reszta mojego życia. Popełniałam błąd za błędem, żałując tego już kolejnego dnia. Każda zła rzecz mnie prześladowała, zjadała moje sumienie i powodowała, że zaniedbywałam koleje istotne sprawy. Nigdy nie wybaczę sobie złamanych serc moich bliskich, a nawet własnego, mimo że ze swoim bólem obchodzę się mało opiekuńczo.


     To uczucie, tak podobne do miłości, które targało moim sercem, w efekcie okazując się jednym wielkim gównem i niepotrzebnym epizodem. Spokojnie... to wszystko lubi wracać, powtarzać się, powodując jeszcze większe spustoszenie. Tak łatwo dawałam się omamić, zniszczyć i zdemoralizować, że teraz opowiadając tę historię, zastanawiam się jak moje własne ego, mogło na to pozwolić.  Uwielbiałam ten stan aktywnego życia, na granicy. O mało nie przypłaciłam tego zniszczeniem sobie przyszłego życia i perspektyw. Boję się tych wspomnień, wstydzę się, ale nie zamieniłabym ich na nic innego. Jestem dumna z tego, że wiele rzeczy potrafiłam przezwyciężyć i doświadczyć. Wydaje mi się, że częściej odróżniam dobro od zła, a z tych gorszych doświadczeń czerpię korzyści. Nawet wtedy nie wiedziałam, że prawdziwe nękanie umysłu, zacznie się po kolejnych kilku latach. Nigdy nie chciałam, żeby jakiekolwiek uczucia w moim sercu umarły. Nie pozwoliłabym sobie na bycie sylwetką, bez twarzy. Nie mogłabym być chodzącą pustką, która nie ma swojego miejsca i stanu uniesienia.  

...

niedziela, 13 stycznia 2013

Never let me go




Najczęściej piszę tutaj, gdy się gubię. Teraz czuję się tak, jakby wszystko co sama mogę osiągnąć, wisiało na włosku. Żałuję swoich błędów, lenistwa i braku wiary. Na prawdę jest mi z tym ciężko. Znów czuję ten ból w żołądku, który ściska mnie za każdym razem, gdy o tym pomyśle. To chyba stres? Boję się. Chcę przez to przejść, chcę mieć na to siłę. Nie chcę się poddać, a tak często wydaje mi się, że mało brakuje mi, żeby całkiem się wykończyć. Chyba nigdy, nic nie przygniotło mnie tak mocno, chyba nigdy tak łatwo się nie rozklejałam nad samą sobą, to wszystko przez te złe wybory. Mogę mieć pretensje tylko do siebie.

"Nie mam tu dla kogo żyć, tylko Ty mi zostałaś", to takie prawdziwe. Pamiętam każdą chwilę, która wniosła tak wiele dla mojego życia. Uwielbiam to ciepło, cierpliwość i masę słonecznych wspomnień, koło Ciebie. Tylko, że w czasie kiedy leżę sama w łóżku, nawet to co piękne, czasami tak boli. Brak mi tej wolności na piasku, snu na ramieniu i "poważnych" rozmów o miłości, nad przepaścią. Błahego picia w słońcu, zabawy, oglądania gwiazd i poznawania czegoś nowego. Tęsknię za każdą minutą, która ucieka, przy Tobie. Tak ciężko mi czekać, na kolejne spotkanie. Powiedz mi, kiedy to wróci?

Gdybym miała opisać miłość? Zawsze zaczynałabym od tego ciepła i pewności, uczucia w brzuchu, które nie daje spać i Twojego imienia. Tak, tandetnie. Jest jednak coś najpiękniejszego w tym wszystkim. Prostota... Ty dla mnie, ja dla Ciebie, mimo wszystko. Mój dotyk, który Cię uspakaja i Twoje ramiona, które trzymają mnie, gdy płaczę. Uśmiech na twarzy, gdy zauważamy się z daleka, te błyszczące oczy, kiedy widzimy, że właśnie przyszła wiadomość, na którą czekaliśmy - ta cisza, gdy nie trzeba dialogu, żeby o wszystkim wiedzieć. Dwa słowa: "Kocham Cię", które mówimy sobie cały czas, nie tracące znaczenia. Wszystkie głupoty, które razem robimy, aż po poważne decyzje, które też  razem podejmujemy.

Są oczywiście inne sprawy, które zawracają nam głowę, każdego dnia. Jest mnóstwo innych uczuć i ta normalność. Każde doświadczenie, które nas dotyka, potrafi zostawić po sobie głęboki ślad. Życie wydaje się niesprawiedliwe, ale moim zdaniem, każdego potrafi doświadczyć. W różny sposób, pozwalając zasmakować każdego, jednego uczucia. To bieg wydarzeń, przygniata nas do ziemi, a nasza własna siła decyduje o tym, czy jesteśmy szczęśliwi, czy może poddajemy się temu wszystkiemu. Mimo, że tego nie zauważamy, codziennie podejmujemy walkę z jakąś słabością, problemem, czy bolesnym wspomnieniem.

Jako ludzie, jesteśmy silni, inteligentni i wbrew pozorom często uczuciowi. To, że mamy emocje jest najnormalniejszym zjawiskiem. To, że tego nie pokazujemy, pozwala jedynie zauważyć, jak zamknięci na siebie jesteśmy i jak wiele lęków przed innymi, posiadamy.

Za każdym razem w myślach, widząc tak ważną osobę, powtarzamy : "Never let mi go". Nie zostawiaj mnie. Wiemy, że to później będzie bolało.