środa, 10 kwietnia 2013

tylko to




Zasiadłam znów przed komputerem, z głową pełną myśli i kolejny raz, nie wiedziałam jak zacząć. Wszystko wydawało się banalnie proste. Kartka - słowa. 

Może wybrałam złą chwilę, może złą muzykę, a może po prostu złe powołanie. Zgubiłam się. Śmiesznie to brzmi, ale tak - naprawdę nie wiem na czym stoję. Zostałam sama, z nadziejami i dziwnymi ambicjami, chorymi wyobrażeniami i wkurwiającymi wspomnieniami. Najgorsze jest to, że nie robię z tym nic i tłumaczę się nawet sama przed sobą, nie chcąc uwierzyć w prawdę - zjebałam. Są dni, kiedy budzę się i wiem, że ten dzień jest mój, jest słońce i wszystko czego potrzebuje. Często jednak, otwierając oczy, wiem, że nie ma nic, co motywuje mnie, żeby wstać. 

Minęło sporo czasu, od kiedy czułam to, na czym mi zależy. Wszystko jest tak daleko, tak cholernie wypalone. Coraz więcej problemów, coraz więcej bezsensownych dni. Brak odwagi, żeby cokolwiek zmienić, dalej gniję w tym, co mnie przytłacza, łudząc się kilkoma lepszymi chwilami.

Ostatnio zrozumiałam, jak kruche jest ludzkie życie. Jeden dzień może zmienić wszystko na gorsze, ale te same godziny mogą sprawić, że znów zacznie się układać. Kiedyś bardzo bliska mi osoba, o wiele starsza, powiedziała - że człowiek z każdym dniem godzi się ze swoim losem, przyswaja do siebie, że się starzeje i rozumie wszystko co wokoło niego się dzieje. Dlatego wiem, że przychodząc do tej osoby, sprawiałam jej radość pijąc gorącą czekoladę, którą mi robiła. Pewnie 50 lat temu, cieszyła się jedynie ze swojej miłości, pracy i dzieci nie zwracając uwagi na innych, a 70 lat temu, z tego że ma co zjeść w czasie wojny. Wiem, że teraz ucieszył by ją powrót do domu i sadzenia nowych kwiatów, na które mogłaby patrzeć przez okno. Tak właśnie zmienia się ludzkie życie, wymagania i pragnienia. Każdego dnia, nasz uśmiech zależy od innej sytuacji i rzadko kiedy tak naprawdę doceniamy, to co mamy oraz każdy osiągnięty przez nasz cel.

 Dzisiaj jesteśmy, jutro nas nie ma. Nie mówię tutaj tylko o "śmierci". Także o zmianach. Kiedyś przechodząc przez moje miasto, widziałam same znajome twarze, osoby z którymi łączą mnie wspomnienia, osoby które wnosiły codziennie coś, do mojego życia. Byłam w "centrum" czegoś, czego nie doceniałam. Teraz najczęściej, w ogóle się nie spotykamy, lub udajemy, że się nie znamy, unikając swojego wzroku. Dzisiaj wiem, że to już było, coś co się zmieniło, nie wróci do poprzedniego stanu. Może za bardzo się przyzwyczajam do niektórych rzeczy, ludzi i uczuć, na tyle, że tylko ja nie potrafię się z nich uwolnić i zmienić tego, co jest w mojej głowie.
Tęsknię i żałuję, że w 100 procentach, nie wykorzystałam tego czasu.

Brakuje mi swobody, szczeniackich wygłupów, picia piwa na podwórku i tych chwil, gdy nie wiedziałam co mnie czeka. Czasów, w których myślałam, że gdzieś tam, a właściwie tu, jest wielki świat. I wciąż wracam do swojego domu, bo tylko tam jest mi najlepiej i wciąż patrzę w te okna, na ten sam widok, który jest tak spokojny. Może to właśnie o to chodzi. Szukamy czegoś, gnamy za czymś, a coś co jest najważniejsze jest koło nas? Może niektórzy, naprawdę potrzebują tylko tego. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz