poniedziałek, 1 grudnia 2014

Have your satisfaction


Ostatni post jaki tutaj napisałam, był bardzo dawno, bo jeszcze w sierpniu. Przeglądając dziś wiele zdjęć, a także postów które tu napisałam, zorientowałam się, że teraz wszystko jest inne. Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile w ciągu kilku miesięcy się zmieniło, jak wiele osiągnęliśmy i ile kroków do przodu udało nam się zrobić. Dopiero gdy cofniemy się do wspomnień, zwłaszcza tych które pogrzebaliśmy czasem nawet nieświadomie, dostrzegamy jakie teraz jest nasze życie. Wokoło siebie nadal mamy tych samych ludzi, a czasami kogoś już brakuje. Może nadal jesteśmy w tym samym miejscu, ale teraz wygląda już zupełnie inaczej.  Za niektórymi osobami zdarza nam się tęsknić, a od innych udaje nam się uwolnić i poczuć coś, czego nigdy jeszcze nie czuliśmy.

Wydaje mi się, że w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, w którym tak naprawdę zaczynamy kształtować nasze własne "ja". Patrząc trochę do tyłu, trochę na to co jest teraz myślę, że część mnie przeszła właśnie ten "reset" i ukształtowałam coś, co wydawało się nieosiągalne.







Jest bardzo wiele myśli, które codziennie krążą mi po głowie. Większości z nich nie jestem w stanie opisać, częścią nie chcę się dzielić, ponieważ uważam, że są moje i tylko moje.
Jest jednak jedna bardzo ważna kwestia, o której (wydaje mi się) otwarcie można powiedzieć. Postanowiłam podziękować za wszystko co mam, sama w swoim sercu. Cieszyć się każdą chwilą, zdobywać jak najwięcej najpiękniejszych wspomnień każdego dnia, śmiać się jak nigdy i spędzać czas z tymi, na których tak bardzo mi zależy. Nie warto się użalać, nie warto "przesypiać" każdego dnia, wiecznie na coś czekając. Dlatego też - wstaję codzienne, dziękuję za rodzinę, przyjaciół, pracę, uczelnię i każdy krok do przodu jaki udało mi się zrobić. 

Dziękuję samej sobie za pokonanie blokady, która we mnie długi czas była, za piękno które mnie otacza, za to że przemogłam się do tego, żeby nawet w gorszych chwilach, poczuć chociażby małe szczęście. 
                                Przecież wszyscy musimy mieć swoją własną satysfakcję.




środa, 15 stycznia 2014

Dirty Paws - Of Monsters and Men





I na chwile było zimno i trzęsłam się ze strachu. Idąc przez ten ciemny las, zapominając o swoim istnieniu, karmiąc się myślami o innych, bawiąc się wraz z nimi ich szczęściem, zgubiłam gdzieś, swoje imię. Kochając zbyt mocno, żeby zacząć się bać, potykając się o korzenie drzew wspomnień, nie widziałam wszystkich przeszkód na swojej drodze. W hipnozie dotarłam do samego końca, widząc spadające liście, uciekające postaci, zbłąkane dusze i przedzierający się blask, uśmiechów innych. Myślałam, że dotarłam do swojego własnego szczęścia, lecz nie. 
Wtedy znów było zimno i trzęsłam się ze strachu.

 Gdy znów wyszło słońce, jego blask był silniejszy niż całe niebo ciemnych gwiazd i sztucznych chmur. Nawet one nie były w stanie, zapanować nad chwilą, gdy wszystko znów stało się normalne, gdy pewność siebie była gorąca, a wypuszczenie wszystkich złych chwil, było spełnieniem. Przypomniałam sobie o swoich myślach i swoich planach i zauważyłam, że las.. nie jest straszny, trzeba mieć tylko otwarte oczy.