wtorek, 15 stycznia 2013

Pilot



Powracam na spokojnie do dawnej muzyki, która skończyła swoje brzmienie w głośniach przed dubstepem. Nie wiem... może to istotne "rycie" głowy, spowodowało że zapuściłam się w jakiejkolwiek twórczości. Przy Jose Gonzalez, Kari Amiriam, czy Kings of Leon, pracuje mi się o wiele lepiej. Trochę tęsknię za czasami, kiedy ważne dla mnie było, odstresowanie się, spędzenie całej nocy na pisaniu książki, przy kolejnych kubkach gorącej kawy. Teraz? Życie nabrało całkowicie innego biegu. Zmiany dopadły także i mnie. Kręcę się wokół własnej osi, zajęta jakimiś sprawami, najczęściej tymi, które nie mają większego znaczenia, dla mojego największego celu. Gdybym tylko mogła, pisałabym więcej, w spokoju i harmonii. Tego pewnie za szybko nie zaznam. Więc nawet mi, musi starczyć namiastka.

...


1. Pilot
        Poczułam ten zapach wilgotnego, ale i gorącego powietrza, które zawsze panowało w tym miejscu. Wiedziałam, że jestem tam, gdzie powinnam. Tutaj marzenia nabierają sensu i znaczenia. Teraz mogę zachłysnąć się tym stanem, który kocham. Policzki znów nabrały czerwieni, język przesuwał się po ustach, a głowa zadzierała się do góry, przy pełnym wdechu powietrza. Siedziałam na trawie, która chyba nigdy nie straci swojej zieleni i widziałam zaróżowione słońce. Mimo chmur zawsze w tym jednym miejscu się pojawia. Wiatr.. tak delikatny. Muska włosy i ubranie. Pragnę więcej i więcej, ale przecież wszystkiego, nie można mieć. Serce bije coraz mocniej. Wspominając, planując i wiedząc, że tak na prawdę, to co chcę osiągnąć jest możliwe. Opierając się o drzewo "włoskiego orzecha" czuję ten zapach, dziecięcych chwil, przyjemności i nieodpowiedzialności. Zapach niegdyś podjętej decyzji o zmianie wszystkiego i usłyszenie pierwszego "przepraszam" od autorytetu. Huśtawka będąca  największym wydarzeniem, rower uczestniczący przy każdej ważnej wycieczce i te świerki, które z roku na rok stają się coraz wyższe. Widok prostej łąki i ogrodu pełnego róż, begonii i innych delikatnych roślin, przypominających z charakteru tę, która zawsze o nie dba.. To jest tak przyjemne dla moich oczu.  Już dawno przewidziałam, że właśnie tego dnia, zjawię się tu na nowo, żeby opowiedzieć tę historię.       
   
      Już w wieku szesnastu lat zrozumiałam, że życie z wiekiem, przynosi zmiany i większe problemy. Jako dziecko ich nie zauważamy, bo przecież "Dzieciństwo jest dobre dlatego, że każdy dzień zaczyna życie na nowo, bez ciężaru dnia wczorajszego." Te czasy, powoli minęły i wprowadziły chaos. Buzowanie hormonów i uczuć zawracały głowę na porządku dziennym, a kłótnie były częstsze niż zawieranie nowych znajomości, chwile beztroski, czy spokojnie spędzone dni. W natłoku spraw, które nagle mnie przerosły, próbowałam dosłownie błądzić, a przy tym się nie gubić. Tak wiem, że jest to kompletny paradoks, lecz wtedy wszystko wydawało się inne. Nie tylko mi. Od początku tego wszystkiego towarzyszyła mi osoba, jedna z tych najważniejszych, która spowodowała, że udało nam się wspólnymi siłami wiele przezwyciężyć. Tak naprawdę zmieniło się wszystko, oprócz tej jednej przyjaźni. Ponadto sądziłam, że od każdej najmniejszej chwili, zależy reszta mojego życia. Popełniałam błąd za błędem, żałując tego już kolejnego dnia. Każda zła rzecz mnie prześladowała, zjadała moje sumienie i powodowała, że zaniedbywałam koleje istotne sprawy. Nigdy nie wybaczę sobie złamanych serc moich bliskich, a nawet własnego, mimo że ze swoim bólem obchodzę się mało opiekuńczo.


     To uczucie, tak podobne do miłości, które targało moim sercem, w efekcie okazując się jednym wielkim gównem i niepotrzebnym epizodem. Spokojnie... to wszystko lubi wracać, powtarzać się, powodując jeszcze większe spustoszenie. Tak łatwo dawałam się omamić, zniszczyć i zdemoralizować, że teraz opowiadając tę historię, zastanawiam się jak moje własne ego, mogło na to pozwolić.  Uwielbiałam ten stan aktywnego życia, na granicy. O mało nie przypłaciłam tego zniszczeniem sobie przyszłego życia i perspektyw. Boję się tych wspomnień, wstydzę się, ale nie zamieniłabym ich na nic innego. Jestem dumna z tego, że wiele rzeczy potrafiłam przezwyciężyć i doświadczyć. Wydaje mi się, że częściej odróżniam dobro od zła, a z tych gorszych doświadczeń czerpię korzyści. Nawet wtedy nie wiedziałam, że prawdziwe nękanie umysłu, zacznie się po kolejnych kilku latach. Nigdy nie chciałam, żeby jakiekolwiek uczucia w moim sercu umarły. Nie pozwoliłabym sobie na bycie sylwetką, bez twarzy. Nie mogłabym być chodzącą pustką, która nie ma swojego miejsca i stanu uniesienia.  

...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz